22659
page-template,page-template-full_width,page-template-full_width-php,page,page-id-22659,stockholm-core-1.0.6,select-theme-ver-5.1,ajax_fade,page_not_loaded,wpb-js-composer js-comp-ver-5.7,vc_responsive

Zagrożeniem jesteśmy my sami

Siedząc w spokojnej Europie człowiekowi się wydaje, że wyjazd w tak odległy zakątek świata to sprawa trudna i wymagająca wielu przygotowań, sprawności fizycznej i nadludzkich zdolności. Z drugiej strony gdyby się nad tym głębiej zastanowić to mieszkają tam zwykli ludzie, bez odzieży technicznej, niepełnosprawni i jakoś dają radę przetrwać. Żeby pokazać jak było nakręciliśmy podczas naszego pobytu nawet jeden mini-dokument o niepełnosprawnym chłopaku który wybrał się z Rajmundem w Tajgę.

 

To co jest tam na prawdę niebezpieczne to my sami. Nawet jeśli płyniemy spokojną rzeką to kiedy wywróci nam się łódź, nikt nas z tej rzeki nie wyciągnie. Nie przyleci helikopter, nie pojawią się służby. Zginiemy. Dlatego trzeba być ostrożnym i nad każdym ruchem należy zastanowić się kilka razy żeby nie zrobić sobie krzywdy. Czy to jest rąbanie drewna, skakanie po kamieniach, kąpiel w rzece. Jeśli popełnimy błąd to tylko raz, natura nie wybacza.

Okolice Jenisieja otacza kilkaset kilometrów Tajgi. Wokół żadnego człowieka, żadnego domu, nawet żadnej drogi. Po prostu las i co jakiś czas chatki myśliwskie zbudowane przez myśliwych którzy w nich mieszkają zimową porą. Odejście od rzeki nie daje wielu szans na przeżycie jeśli się nie wie gdzie się jest i dokąd pójść.

 

Spotkaliśmy starca, kobietę i dziecko. Prosili o użyczenie telefonu satelitarnego ponieważ ich telefon się wyczerpał a chcieli wezwać pomoc. Dwóch mężczyzn wypłynęło w górę rzeki łowić ryby i od 2 dni nie wracało. Nie było z nimi kontaktu. Wtedy wszyscy uświadomiliśmy sobie z jak wielkim niebezpieczeństwem mamy do czynienia mimo pięknej pogody.

Ekipa

Na wyprawę wyjechaliśmy w 3 osoby: Łukasz Jastrzębski (operator), Jacek Sehnal odpowiedzialny za dźwięk i dodatkowe ujęcia i ja – Andrzej Sobina jako operator drona i kamery.

Pojechaliśmy z Rajmundem Bagińskim – właścicielem Tridon Active Excursions, który jako pierwszy człowiek przejechał wojskowym Volvo ze Szwecji do Kyzyla i tak mu się spodobało że wrócił tam już 8 raz.

Towarzyszyli nam przyjaciele Rajmunda: Anders – Szwed, który razem z nim zdobył Tuvę wojskowym Volvo i jest weteranem wypraw z Rajmundem i miłośnikiem rosyjskiej przyrody, Grisza który odpowiadał za nasze wyżywienie podczas wyprawy i nie pozwalał na wybredne gusta serwując swoje autorskie rosyjskie Sushi czyli surową rybę; Sasza – myśliwy, który był naszym przewodnikiem; Dżon (Żenia) który miał za zadanie dbać o nasze bezpieczeństwo i Kamikadze – który był naszym kierowcą.

Filmy które mieliśmy za zadanie zrealizować dotyczyły oferty Tridon Active Excursions czyli wypraw konnych, wypraw myśliwskich, spływów rwącym Jenisiejem, łowienia ryb i wypadów offroadowych, ale nie takich zwykłych tylko ciężarówkami Gaz 66 i Ural 4320. Przygodo Hej! Przy okazji podeszliśmy do nagrania filmu dokumentalnego opowiadającego o różnorodności Republiki Tuvy i jej mieszkańców bo to specyficzne miejsce na mapie świata.

Z jednej strony mamy Tuvińców, którzy są Mongołami, z drugiej Rosjan którzy zamieszkują ten region, bo to przecież Rosja. Mamy cerkwie i świątynie buddyjskie. Mamy step i góry osiągające wysokość 4000 m npm. Mamy 36 stopni celciusza spadające do zera. Mamy wielki kanion wyryty przez rzekę a obok niesamowity las ciągnący się przez setki kilometrów. W dodatku byliśmy jedynymi turystami w tym regionie, bo nie prowadzi do niego żaden pociąg ani autobus. Trzeba posiłkować się dobrocią lokalnych mieszkańców żeby gdziekolwiek dotrzeć. Dla uzmysłowienia faktu jak trudno poruszać się po tym rejonie powiem, że przebyliśmy drogę 120 km przez 13 godzin co daje nicecałe 10 km/h jazdy ciężarówką przez wysokie góry i naturalne drogi. Wyższe średnie prędkości oferuje nawet zakorkowany Kraków a tam żadnych korków nie było.

Autor artykułu: Andrzej Sobina

Zdjęcia podczas wyprawy: Łukasz Jastrzębski, Andrzej Sobina, Jacek Sehnal

Producent: Panopticon Films

Klient: Tridon Active Excursions

Przygotowania do wyprawy

Przygotowania do wyprawy takiej jak ta trwały dwa miesiące a może i jeszcze dłużej. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że jednak nie da się na nią przygotować ani zaplanować tego co się wydarzy w jej trakcie.

 

Wyjechaliśmy na miesiąc – tak długo na ile pozwalała nam wiza turystyczna do Rosji. Naszym celem była Republika Tuvy położona na granicy z Mongolią między górami Sajan i Ałtaj. Tuvę przecina wstęga Małego Jenisieju, który okazał się większy niż przypuszczaliśmy a większość obszaru pomiędzy trzy tysięcznikami otacza suchy step. W Tuvie wypada geograficzny środek azji, dokładnie w jej stolicy i jedynym mieście Kyzylu. Miejsce to zwieńczone jest pomnikiem z Maralem stojącym na szczycie wielkiej kuli ziemskiej.

 

Przed wyjazdem przeczytałem książkę podróżniczą Hugo Badera „Biała Gorączka” bo on jako jedyny podróżnik opisał dotarcie tak daleko w głąb tej części Rosji na dół od Abakanu. Hugo Bader opisał to miasto jako miejsce gdzie świat się kończy, tylko użył bardziej stanowczych słów odnoszących się do środka pewnej cześci ciała.

Romuald Koperski – inny niesamowity podróżnik, którego 3 książki inspirowały mnie przed wyjazdem zboczył ze swojej trasy między Szwajcarią a Nowym Jorkiem pomiędzy którymi rozciągała się Rosja żeby zobaczyć Kyzyl, ale postanowił zawrócić. Opisy Badera i Koperskiego nie nastrajały optymizmem do tego miejsca.

Na szczęście wybieraliśmy się razem z i na zlecenie innego znanego, wspaniałego podróżnika Rajmunda Bagińskiego, który stał się naszym serdecznym przyjacielem bo nie da się nie zaprzyjaźnić z kimś po wspólnym miesiącu pełnym intensywnych przeżyć.

Rajmund dał nam jedną wskazówkę przed wyjazdem, nie czytajcie nic, bo nic Was nie przygotuje na ten wyjazd. Spakujcie rzeczy osobiste do 30 litrowego plecaka a sprzęt weźcie taki jak potrzebujecie. Będzie zimno i gorąco. Sucho i mokro. Jak będzie zimno to się ogrzejemy a jak mokro to wysuszymy. Nie stresujcie się.

Miał rację.

Naadam

Podróż planowaliśmy tak, żeby dotrzeć na święto Nadaam, które jest wyjątkowym wydarzeniem w Republice Tuvy i w Mongolii. Zobaczyć można wtedy lokalne tańce, stroje, strzelanie z łuku, jazdę konną i niesamowite mongolskie Zapasy. Jak wyjątkowe jest to święto niech świadczy fakt, że zostało wpisane na listę dziedzictwa UNESCO. Cześć wydarzeń odbywa się na stepie gdzie zdjeżdżają się ludzie z miasta i okolicznych wiosek a nad nimi latają ogromne sępy. Można wtedy zjeść lokalne potrawy z baraniego mleka i baraniego mięsa oraz kaszankę bez kaszy z krwi barana – lokalny przysmak. Poza tym świętem menu jest również swerwowane, ponieważ większość produktów spożywanych w Tuvie ma pochodzenie baranie i składa się głównie z tłuszczu.

Poza tym w naszej diecie były dożo świeżo złowionych ryb kiedy przez 2 tygodnie płynęliśmy rzeką.

Kolejna wyprawa

Czy po tej wyprawie wrócimy na Syberię? Jestem przekonany że tak. To wciąga. Jest tam jak w Kanadzie tylko z wychodkami, bez dróg, hoteli, Internetu, zasięgu telefonu, prądu. Jest wspaniale i naturalnie.

To trudne miejsce do kręcenia filmów, bo baterie ładuje się przy pomocy agregatu pod warunkiem że działa. Im więcej analogowych narzędzi tym lepiej. Dlatego do stabilizacji obrazu wykorzystywaliśmy Flycama HD 4000 który znakomicie sprawdził się na tym wyjezdzie ponieważ nie potrzebował baterii.

Przez trudne warunki i miejscami brawurę strąciliśmy dwa drony. Na szczęście drugi spadł tuż przed końcem podróży. To co mogę doradzić filmowcom i fotografom jadącym na taki wyjazd, to żeby wszystko co możliwe zbackupowali. Materiał – 3 nośniki: Karta SD, Laptop + dysk zewnętrzny.

Filtry ND i Polaryzacyjne – na każdy obiektyw podwójnie. Zbicie szkła jest łatwe gdy się jedzie ciężarówką przez Tajgę i wszystkie bagaże uderzają o sufit samochodu. Kupno zbitego filtra w tej części Rosji praktycznie niemożliwe.

Waga bagażu jest mniej istotna, wszędzie poruszaliśmy się pojazdami. Jedynie przesiadając się na łódź musieliśmy ograniczać ilość miejsca i sprzęt pakować do wodoodpornych toreb. Rosjanie nie rozróżniają sprzętu foto od wędkarskiego i wszystkim rzucają tak samo więc warto patrzeć im na ręce, bo – patrz punkt wyżej i samemu dbać o swój bagaż.

Jeśli chodzi o konfigurację sprzętową na taki wyjazd, to doradził bym jeszcze wziąć kamerę reporterską z obiektywem Zoom i dobrym mikrofonem żeby kręcić to co się dzieje podczas wyprawy bo czasami to są najciekawsze momenty, znacznie ciekawsze pod kątem opowiadanej historii od olśniewającej przygody wokół. Jest to jednyna rzecz której nam zabrakło podczas tej wyprawy. W tamtym okresie nie było jeszcze w sprzedaży Sony FS-5 ale myślę, że to idealna kamera żeby znalazła swoje miejsce w bagażu. I tak właśnie będzie na kolejną wyprawę w te rejony, może na północ Syberii zimą, może do Patagonii która przyciąga mnie jak magnes, a może na Papuę Nową Gwineę gdzie z Rajmundem Bagińskim planujemy się w najbliższym czasie dostać żeby zobaczyć czy to faktycznie tak dziki i niedostępny region jak wszyscy mówią 🙂